Jestem tutaj. Jedno z moich 'niedoścignionych' marzeń właśnie zmierza ku spełnieniu. Z niedowierzaniem i bijącym coraz mocniej sercem, rozglądam się po ogromnym korytarzu,
pełnym rozhisteryzowanych i podekscytowanych dziewczyn, czekających
na swoją kolej. Tyle razy z nich kpiłam, a teraz jestem jedną
z nich. Ale teraz to nie jest dla mnie ważne - cieszę się, dlatego
iż moja ciężka praca wreszcie może zostać wynagrodzona. Godziny
wyczerpujących ćwiczeń, oceany łez i masa rozczarowań - wszystko
po to, by dostać szansę. I oto przed nią stoję.
Muszę wypaść idealnie. Po prostu muszę.
Słyszę już kolejny dzisiaj krzyk, a zaraz potem pojedyncze piski,
wyrażające emocje. Okej, wszystkie jesteśmy zestresowane, ale
większość nie próbuję ogłuszyć przeciwniczek swoim wyciem.
Nieważne.
Dam radę, dam radę, dam radę, tyle starań i prób da mi szansę, jestem dobra.. Och, pieprzenie, jestem jedną z milionów. Nie mogę zostać zauważona.
Kurwa. Czy ja właśnie, tradycyjnie, zaserwowałam sobie mały demotywator? Z mojej
niedalekiej paniki wyrwał mnie głos wypowiadający moje nazwisko. O. Mój.Boże. Wchodzę.
Biorę
kilka głębokich wdechów i wchodzę do środka pokoju castingowego.
Wymuszam jakoś uśmiech i podchodzę do stolika jurorów - pięciu
całkiem niezłych dupe.. eghm.. zawzięcie coś notuje, nie
zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Pamiętam ich z bilbordów i
masy sklepów oblepionych ich podobiznami. One Direction. Dobrze
wiedziałam, że to oni robią casting, ale nadal nie dociera do
mnie, że stoję z nimi twarzą w twarz.
Odchrząknęłam
znacząco, sprowadzając tym samym na siebie 5 par oczu.
- Jestem
Madeline, ale wolę kiedy zwraca się do mnie Madi. Mam 17 lat i... -
W tym momencie do pomieszczenia wkroczyło dwoje bardzo elegancko
ubranych ludzi, wyglądają mi na menadżerów, ale mniejsza z tym.
Całkiem mnie to rozprasza.
- Więc.. - zaczął brunet, o miłym
uśmiechu. - Madi. Miło nam cię poznać. - uśmiechnął się
szerzej, a w jego ślady poszli pozostali, z wyjątkiem kolesia z
szopą na głowie. A tak, Styles, ten od stosunków damsko-męskich,
jeśli dobrze usłyszałam w poczekalni. Wygląda na nieźle
znudzonego. - Nie stresuj się niczym i po prostu pokaż nam, że
jesteś warta pracy z nami, okey? Zachęć nas.
- Spróbuję. - wychrypiam i próbuję wymyślić coś
wyjątkowego, co mogłabym powiedzieć, bo na razie o to mu chodzi.
Ale co takiego mogę wymyślić? Jakieś bezsensowne deklaracje i
przechwałki, których nie znoszę. To nie dla mnie. - Wiecie co?
Chyba po prostu zatańczę. Tylko i wyłącznie tym pokażę na co
naprawdę mnie stać, to się w końcu liczy, a opowiadanie o sobie
specjalnie mi nie wychodzi. - mówię przepraszająco, ale
dosadnie i zobaczyłam jak chyba Liam (?) kiwa głową z koncentracją
i lekkim uśmiechem, a blondyn i mulat wymieniają zaskoczone
spojrzenia.
Odwracam się od nich tyłem zamykam oczy i czekam,
aż zacznie się muzyka. Możesz to zrobić, stara. Duży łyk
powietrza i zaczynają się pierwsze rytmy. Uśmiecham się i
wykonuję kilka rytmicznych ruchów ręką. Odwracam się do nich
twarzą i zaczynam wykonywać moją choreografię. Na razie idzie mi
całkiem nieźle, zrobiłam poprawnie większość piruetów i
skoków. Próbuję włożyć w to więcej serca, ale jestem tak
stremowana, że nie bardzo wiem co się wokół mnie dzieje. Obrałam
taktykę kontaktu wzrokowego z widzem, co teraz okazuje się
cholernie trudne. W końcu udało mi się złapać kontakt z
zielonookim. Jego intensywne i dziwne spojrzenie na chwilę wytrąciło
mnie z transu choreografii i.. Nagle, w jakiś cholernie
pokręcony sposób moje nogi się ze sobą splatają i z impetem
upadam na twardą posadzkę. O nie. Łzy już same zaczynają cisnąć
mi się do oczu, bo dobrze wiem, że na tym etapie tak banalny błąd
jest niedopuszczalny. Nie mam ochoty wstawać, ledwo co słyszę
głosy wokół mnie.
Wierzę w Ciebie, Madusiu. - jakby z
głębi mojej głowy, dochodzi mnie głos mamy. Znów się uśmiecham,
przypominając sobie sposób w jaki zawsze do mnie mówiła.
Biorę
głęboki oddech i zaczynam się podnosić. Próbuję wyobrazić
sobie, że tańczę tylko i wyłącznie dla jednej osoby. Wszyscy
dokoła zniknęli i przed oczami mam tylko ją. To dla Ciebie,
mamo.
Zaczęłam całkiem inną choreografię, niż miałam w
planach i poszłam na totalny spontan. Wszystkie ruchy, gesty, figury
płynęły prosto z mojego serca. Cała pasja jaką darzę
taniec, miłość i tęsknota, którą mam w sercu, strach, gorycz..
Wszystko to emanowało ze mnie, kierując samo moje ciało. Unoszę
się. Wykonuję jeden z moich popisowych piruetów i zdyszana kłaniam
się jury na koniec występu. W końcu pokazałam, jak
wielką pasją darzę to co robię. Nie spodziewałam się
dobrych opinii, słyszałam dużo o poziomie tych przesłuchań -
wymagana jest niemal perfekcja, a mi do niej napraaaaaaaaawdę
daleko. Podziękowałam i zostawiłam lekko oniemiałych jurorów
samych.
4 godziny później...
Gniotę się na
niewygodnych krzesłach w sali dla oczekujących, jestem wyczerpana
fizycznie i psychicznie, a tym samym potrzebuję snu. Marzę o
ciepłym łóżku i podusi, czekających na mnie w domu. Nic więcej
mi teraz nie trzeba. Nagle słyszę krzyk i przeraźliwe piski, a po
chwili do pomieszczenia wchodzi 7 postaci, każdy z mikrofonem w
ręku. Stają na podwyższeniu, a mi mimowolnie zaczyna walić serce.
Chłopcy witają się z chmarą, a ja przewracam oczami słysząc te
piski, no przepraszam kuurwa bardzo, ale ludzie nie mają czasu na
niepotrzebne ekscytacje. Tu człowiek schodzi zawał z całkiem
innego powodu.
- Pewnie nas już znacie - zaśmiał się ten miły
brunet. - Ale taka tradycja, więc.. Jestem Liam.
- Jestem Niall.
- blondynek. - Harry. - Szopowatego imię na pewno mi utkwi. - Jestem
Zayn. - woah, niezły. - A ja.. - Wszyscy jakby wyczekiwali co powie
ostatni z nich. - Okej, dziś bez takich, jestem Louis.
Cichy jęk
zawodu powleka się po sali. Wtf? Mniejsza z tym. Głos po nich
zabiera wysoki mężczyzna, o jasnej cerze i ostrych rysach twarzy.
Przedstawia wszystkie szczegóły castingu jeszcze raz, dziękuje za
przybycie i oczywiście zapewnia, że wszystkie jesteśmy wygranymi.
HAHA, bullshit. Żołądek zawiązuje mi się w pętel, kiedy
słucham jak wyczytuje już trzecią dziewczynę, którą nie jestem
ja. No tak. I czemu w ogóle jestem rozczarowana? Posyłam przegrane
spojrzenie (chyba) Louis'owi, a on koncentruje wzrok na mnie, i
ma minę jakby sobie coś przypomniał. Następnie ciągnie za ramię
loczkowatego i mówi mu coś na ucho, na co ten przenosi na mnie mało
zainteresowany wzrok, ale potem jakby przypomniał sobie kim jestem.
Robię się czerwona i jak najszybciej odwracam wzrok. Wstaję, by
skierować się do wyjścia, kiedy znowu rozbrzmiewa głos Louis'a.
- Wszystkie byłyście wspaniałe, naprawdę! - usłyszałam
głos Lou. - Wybraliśmy naszą trójeczkę, ale mam.. to
znaczy mamy przeczucie, że nasza grupa nie będzie kompletna bez
jednej wyjątkowej dziewczyny, która nie tylko pokazała, iż kocha
to co robi, ale także to, że można podnieść się z każdego
upadku. - CO? Niemo.. - Cóż, my, maniacy różnorodności bylibyśmy
niepocieszeni, gdybyśmy przepuścili szanse pracowania z wulkanem
emocji, charyzmy i odwagi. Myślę, że potrzebujemy u nas panny
Madeline Hudson.
Zaparło mi dech w piersiach... To się nie
dzieje. Nie. O Boże, niech ktoś mnie podtrzyma. Całe One Direction
i stado zazdrosnych dziewczyn wpatruje się we mnie wyczekująco, a
ja potrafię tylko oniemiało stać i poruszać gwałtownie
powiekami. Niezauważalnie szczypię się mocno w dłoń i powoli do
mnie dociera. Udało się. NAPRAWDĘ SIĘ UDAŁO! Słodki Boże, jak
ja dojdę do sceny na tych nogach z galaretki? Ruszam do przodu,
trzęsąc się z emocji i gdy jestem pod sceną, nie czekając dłużej
podbiegam do chłopaka, którego słowa uczyniły mnie
najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Rzucam się mu na szyję i
dosłownie śmieje się przez łzy, kiedy mu dziękuję.
-
Rany, dziewczyno, Ty chyba naprawdę się tego nie spodziewałaś. -
Stwierdził z rozbawieniem mulat wyciągając ręce do
przytulenia.
- Ani przez chwilę. - śmieję się, a reszta
zespołu mi wtóruję.
Jakiś czas później...
Stoję
na balkonie hotelowym i mam kompletny mętlik w głowie. Wszystkie
myśli, mieszają się z ekscytacją i niepohamowanym szczęściem.
Jak to możliwe? W końcu zacznę spełniać marzenia? I to wszystko
w jeden dzień... Dzień, który może na dobre zmienić bieg mojego
życia.
Dostałam szanse i wiem, że nie mogę jej
zmarnować. Wiem, że mam osobę, która nade mną czuwa i to
dla niej to wszystko. Patrzę w niebo i uśmiecham się lekko.
-
Będziesz ze mnie dumna, mamo.
__________________nie bo
jesszcze pomysliksz ze cie lubie i
co__________________________
Wreszcie udało mi się
zaakceptować ten pierwszy rozdział!
Chciałam was jakoś przedsmaczyć jakimś epizodem z
Hazzą, ale pomyślałam, że co za dużo to nie zdrowo, więc myślę,
że tyle wystarczy. Wiem, że mogą pojawić się jakieś błędy,
ponieważ zmieniałam pod sam koniec styl pisania.
Mam nadzieję,
że będziecie mnie motywować do dalszego pisania, przede wszystkim
przez czytanie i komentowanie! ;)
Jeden
kom = mój uśmiech i kilka procent więcej weny
Piszcie
swoje uwagi, pytania, krytykę... Cokolwiek, wszystko będę starać
się rozważyć.
Ogólnie mam bardzo dużo pomysłów co do
dalszych rozdziałów, wszystko mi się miesza naraz więc nie
zadźgajcie mnie, kiedy to co napiszę będzie trochę chaotyczne
:D
Do następnego!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz