sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 1

Jestem tutaj. Jedno z moich 'niedoścignionych' marzeń właśnie zmierza ku spełnieniu. Z niedowierzaniem i bijącym coraz mocniej sercem, rozglądam się po ogromnym korytarzu, pełnym rozhisteryzowanych i podekscytowanych dziewczyn, czekających na swoją kolej. Tyle razy z nich kpiłam, a teraz jestem jedną z nich. Ale teraz to nie jest dla mnie ważne - cieszę się, dlatego iż moja ciężka praca wreszcie może zostać wynagrodzona. Godziny wyczerpujących ćwiczeń, oceany łez i masa rozczarowań - wszystko po to, by dostać szansę. I oto przed nią stoję.
Muszę wypaść idealnie. Po prostu muszę. Słyszę już kolejny dzisiaj krzyk, a zaraz potem pojedyncze piski, wyrażające emocje. Okej, wszystkie jesteśmy zestresowane, ale większość nie próbuję ogłuszyć przeciwniczek swoim wyciem. Nieważne.
Dam radę, dam radę, dam radę, tyle starań i prób da mi szansę, jestem dobra.. Och, pieprzenie, jestem jedną z milionów. Nie mogę zostać zauważona.
 Kurwa. Czy ja właśnie, tradycyjnie, zaserwowałam sobie mały demotywator? Z mojej niedalekiej paniki wyrwał mnie głos wypowiadający moje nazwisko. O. Mój.Boże. Wchodzę.
Biorę kilka głębokich wdechów i wchodzę do środka pokoju castingowego. Wymuszam jakoś uśmiech i podchodzę do stolika jurorów - pięciu całkiem niezłych dupe.. eghm..  zawzięcie coś notuje, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Pamiętam ich z bilbordów i masy sklepów oblepionych ich podobiznami. One Direction. Dobrze wiedziałam, że to oni robią casting, ale nadal nie dociera do mnie, że stoję z nimi twarzą w twarz.
Odchrząknęłam znacząco, sprowadzając tym samym na siebie 5 par oczu.
- Jestem Madeline, ale wolę kiedy zwraca się do mnie Madi. Mam 17 lat i... - W tym momencie do pomieszczenia wkroczyło dwoje bardzo elegancko ubranych ludzi, wyglądają mi na menadżerów, ale mniejsza z tym. Całkiem mnie to rozprasza.
- Więc.. - zaczął brunet, o miłym uśmiechu. - Madi. Miło nam cię poznać. - uśmiechnął się szerzej, a w jego ślady poszli pozostali, z wyjątkiem kolesia z szopą na głowie. A tak, Styles, ten od stosunków damsko-męskich, jeśli dobrze usłyszałam w poczekalni. Wygląda na nieźle znudzonego. - Nie stresuj się niczym i po prostu pokaż nam, że jesteś warta pracy z nami, okey? Zachęć nas.

- Spróbuję. - wychrypiam i próbuję wymyślić coś wyjątkowego, co mogłabym powiedzieć, bo na razie o to mu chodzi. Ale co takiego mogę wymyślić? Jakieś bezsensowne deklaracje i przechwałki, których nie znoszę. To nie dla mnie. - Wiecie co? Chyba po prostu zatańczę. Tylko i wyłącznie tym pokażę na co naprawdę mnie stać, to się w końcu liczy, a opowiadanie o sobie specjalnie mi nie wychodzi.  - mówię przepraszająco, ale dosadnie i zobaczyłam jak chyba Liam (?) kiwa głową z koncentracją i lekkim uśmiechem, a blondyn i mulat wymieniają zaskoczone spojrzenia.
Odwracam się od nich tyłem zamykam oczy i czekam, aż zacznie się muzyka. Możesz to zrobić, stara. Duży łyk powietrza i zaczynają się pierwsze rytmy. Uśmiecham się i wykonuję kilka rytmicznych ruchów ręką. Odwracam się do nich twarzą i zaczynam wykonywać moją choreografię. Na razie idzie mi całkiem nieźle, zrobiłam poprawnie większość piruetów i skoków.  Próbuję włożyć w to więcej serca, ale jestem tak stremowana, że nie bardzo wiem co się wokół mnie dzieje. Obrałam taktykę kontaktu wzrokowego z widzem, co teraz okazuje się cholernie trudne. W końcu udało mi się złapać kontakt z zielonookim. Jego intensywne i dziwne spojrzenie na chwilę wytrąciło mnie z transu choreografii i.. Nagle, w  jakiś cholernie pokręcony sposób moje nogi się ze sobą splatają i z impetem upadam na twardą posadzkę. O nie. Łzy już same zaczynają cisnąć mi się do oczu, bo dobrze wiem, że na tym etapie tak banalny błąd jest niedopuszczalny. Nie mam ochoty wstawać, ledwo co słyszę głosy wokół mnie.
Wierzę w Ciebie, Madusiu.
- jakby z głębi mojej głowy, dochodzi mnie głos mamy. Znów się uśmiecham, przypominając sobie sposób w jaki zawsze do mnie mówiła.
Biorę głęboki oddech i zaczynam się podnosić. Próbuję wyobrazić sobie, że tańczę tylko i wyłącznie dla jednej osoby. Wszyscy dokoła zniknęli i przed oczami mam tylko ją. To dla Ciebie, mamo.
Zaczęłam całkiem inną choreografię, niż miałam w planach i poszłam na totalny spontan. Wszystkie ruchy, gesty, figury płynęły prosto z mojego serca.  Cała pasja jaką darzę taniec, miłość i tęsknota, którą mam w sercu, strach, gorycz.. Wszystko to emanowało ze mnie, kierując samo moje ciało. Unoszę się. Wykonuję jeden z moich popisowych piruetów i zdyszana kłaniam się jury na koniec występu.  W końcu pokazałam, jak wielką pasją darzę to co robię. Nie spodziewałam się dobrych opinii, słyszałam dużo o poziomie tych przesłuchań - wymagana jest niemal perfekcja, a mi do niej napraaaaaaaaawdę daleko. Podziękowałam i zostawiłam lekko oniemiałych jurorów samych.

4 godziny później...

Gniotę się na niewygodnych krzesłach w sali dla oczekujących, jestem wyczerpana fizycznie i psychicznie, a tym samym potrzebuję snu. Marzę o ciepłym łóżku i podusi, czekających na mnie w domu. Nic więcej mi teraz nie trzeba. Nagle słyszę krzyk i przeraźliwe piski, a po chwili do pomieszczenia wchodzi 7 postaci, każdy z mikrofonem w ręku. Stają na podwyższeniu, a mi mimowolnie zaczyna walić serce. Chłopcy witają się z chmarą, a ja przewracam oczami słysząc te piski, no przepraszam kuurwa bardzo, ale ludzie nie mają czasu na niepotrzebne ekscytacje. Tu człowiek schodzi zawał z całkiem innego powodu.
- Pewnie nas już znacie - zaśmiał się ten miły brunet. - Ale taka tradycja, więc.. Jestem Liam.
- Jestem Niall. - blondynek. - Harry. - Szopowatego imię na pewno mi utkwi. - Jestem Zayn. - woah, niezły. - A ja.. - Wszyscy jakby wyczekiwali co powie ostatni z nich. - Okej, dziś bez takich, jestem Louis.
Cichy jęk zawodu powleka się po sali. Wtf?  Mniejsza z tym. Głos po nich zabiera wysoki mężczyzna, o jasnej cerze i ostrych rysach twarzy. Przedstawia wszystkie szczegóły castingu jeszcze raz, dziękuje za przybycie i oczywiście zapewnia, że wszystkie jesteśmy wygranymi. HAHA, bullshit. Żołądek zawiązuje mi się w pętel, kiedy słucham jak wyczytuje już trzecią dziewczynę, którą nie jestem ja. No tak. I czemu w ogóle jestem rozczarowana? Posyłam przegrane spojrzenie (chyba) Louis'owi, a on koncentruje wzrok na mnie, i  ma minę jakby sobie coś przypomniał. Następnie ciągnie za ramię loczkowatego i mówi mu coś na ucho, na co ten przenosi na mnie mało zainteresowany wzrok, ale potem jakby przypomniał sobie kim jestem. Robię się czerwona i jak najszybciej odwracam wzrok. Wstaję, by skierować się do wyjścia, kiedy znowu rozbrzmiewa głos Louis'a.
 - Wszystkie byłyście wspaniałe, naprawdę! - usłyszałam głos Lou. -  Wybraliśmy naszą trójeczkę, ale mam.. to znaczy mamy przeczucie, że nasza grupa nie będzie kompletna bez jednej wyjątkowej dziewczyny, która nie tylko pokazała, iż kocha to co robi, ale także to, że można podnieść się z każdego upadku. - CO? Niemo.. - Cóż, my, maniacy różnorodności bylibyśmy niepocieszeni, gdybyśmy przepuścili szanse pracowania z wulkanem emocji, charyzmy i odwagi. Myślę, że potrzebujemy u nas panny Madeline Hudson.
Zaparło mi dech w piersiach... To się nie dzieje. Nie. O Boże, niech ktoś mnie podtrzyma. Całe One Direction i stado zazdrosnych dziewczyn wpatruje się we mnie wyczekująco, a ja potrafię tylko oniemiało stać i poruszać gwałtownie powiekami. Niezauważalnie szczypię się mocno w dłoń i powoli do mnie dociera. Udało się. NAPRAWDĘ SIĘ UDAŁO! Słodki Boże, jak ja dojdę do sceny na tych nogach z galaretki? Ruszam do przodu, trzęsąc się z emocji i gdy jestem pod sceną, nie czekając dłużej podbiegam do chłopaka, którego słowa uczyniły mnie najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Rzucam się mu na szyję i dosłownie śmieje się przez łzy, kiedy mu dziękuję.
 - Rany, dziewczyno, Ty chyba naprawdę się tego nie spodziewałaś. - Stwierdził z rozbawieniem mulat wyciągając ręce do przytulenia.
 - Ani przez chwilę. - śmieję się, a reszta zespołu mi wtóruję.

Jakiś czas później...

Stoję na balkonie hotelowym i mam kompletny mętlik w głowie. Wszystkie myśli, mieszają się z ekscytacją i niepohamowanym szczęściem. Jak to możliwe? W końcu zacznę spełniać marzenia? I to wszystko w jeden dzień... Dzień, który może na dobre zmienić bieg mojego życia.
 Dostałam szanse i wiem, że nie mogę jej zmarnować. Wiem, że mam osobę, która  nade mną czuwa i to dla niej to wszystko. Patrzę w niebo i uśmiecham się lekko.
 - Będziesz ze mnie dumna, mamo.


__________________nie bo jesszcze pomysliksz ze cie lubie i co__________________________

Wreszcie udało mi się zaakceptować ten pierwszy rozdział!




Chciałam was jakoś przedsmaczyć jakimś epizodem z Hazzą, ale pomyślałam, że co za dużo to nie zdrowo, więc myślę, że tyle wystarczy. Wiem, że mogą pojawić się jakieś błędy, ponieważ zmieniałam pod sam koniec styl pisania.
Mam nadzieję, że będziecie mnie motywować do dalszego pisania, przede wszystkim przez czytanie i komentowanie! ;)
Jeden kom = mój uśmiech i kilka procent więcej weny
Piszcie swoje uwagi, pytania, krytykę... Cokolwiek, wszystko będę starać się rozważyć.

Ogólnie mam bardzo dużo pomysłów co do dalszych rozdziałów, wszystko mi się miesza naraz więc nie zadźgajcie mnie, kiedy to co napiszę będzie trochę chaotyczne :D
 

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz