wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 2

Siedząc w biurze menadżerów One Direction, ukradkiem przyglądając się moim nowym współpracownicom. To, że nie czuję teraz się tam dość pewnie, prawdopodobnie jest spowodowane ich nienagannym wyglądem i emanującą chęcią rywalizacji, co można dostrzeć nawet pod tą gigantyczną warstwą szpachli.Osobiście stawiam na naturalność (haha)...Prawdopodobnie dlatego nie wzbudzam dużego zainteresowania u płci przeciwnej. Patrzę na moje dresy i starą koszulkę z Simpsonem na środku i dochodzę do wniosku, iż.. delikatnie mówiąc.. nie pasuję tutaj.
  Wzdycham i wracam do rzeczywistości, bo zaczyna się kolejna tura instrukcji i zasad.
- A więc słuchajcie, kochaniutkie. - Veronica jest miłą kobietą, ale dosłownie nadużywa tego słowa. - Mamy jeszcze kilka najważniejszych rzeczy, więc błagam skupcie się. Jak już wiecie, zaczynamy kolejną część trasy i jest ona najdłuższa i pewnie też najbardziej męcząca. Składa się na nią 10 państw + ostatni koncert w Anglii, w Londynie. W poszczególnych państwach odbędzie się od 1-3 koncertów w różnych miastach. Choreografie będą do prawie każdych utworów, a do których i czy będą się często powtarzać dowiemy się już w trasie. Gdy już tam będziecie, według umowy macie obowiązek stosować się do regulaminu. - Przerwała, rozdając nam kartki. - Zapoznajcie się z nim, potem będziecie mogły zabrać go ze sobą. Co najważniejsze - musicie być tip top. Zostałyście wybrane spośród naprawdę grona niesamowitych tancerek i mamy nadzieję, że dacie z siebie najwięcej. Nie ukrywam, że jest to naprawdę ciężka praca i nie raz pewnie będziecie chciały zrezygnować, dlatego musicie wiedzieć, na co się piszecie. Bardzo, bardzo ważna jest współpraca, nie tylko między wami, ale i chłopcami. Tych pięciu przystojniaków wybrało was na zasadzie kontrastu, bo zobaczcie; nie jesteście do siebie w niczym podobne. Wykorzystajcie to i pokażcie siebie, spróbujcie nie dać się stłamsić, co często niestety się dzieje. Niestety, jedziecie tam na drugim albo nawet trzecim planie, ale nikt wam nie zabroni się dobrze bawić!  - Uśmiecha się szeroko, na co nie mogę inaczej i odpowiadam jej tym samym.
- Może pomożesz się nam tam jakoś rozluźnić, bo jak na razie mamy niezłego pietra. - Powiedziała ze śmiechem brązowooka dziewczyna z burzą długich, kręconych włosów na głowie. Chyba jako pierwsza odezwała się odkąd siedzimy tu 2 godziny.
- Mów za siebie. Niektórzy nie mają się CZYM stresować. - odzywa się jadowicie czarnoskóra piękność. Oh, będziemy mieć niezłe żmije do towarzystwa. Danielle nie zdąża nawet zareagować, kiedy odzywa się nasza 'kochaniutka'.
- Ależ kochaniutka, ja nie jadę w trasę! - Rozluźnia napięcie Vic. - Jadą z wami ci bardziej..yy.. ponu..profesjonalni. No wiecie, będziecie mieć niestety nadzór. - Wzrusza ramionami.
Dziewczyna odpowiada jej lekko zdezorientowanym spojrzeniem, ale zaraz przenosi je na mnie i uśmiecha się lekko.
 - Spędzimy ze sobą sporo czasu, więc jestem Danielle. - Wyciąga do mnie rękę, a ja ją ściskam.
 - Madeline.- Mruknęłam.
 - Wow, oryginalne imię.
 - Tsa, tak naprawdę to tak jakby odpowiednik mojego polskiego imienia, Magdalena.
 - Magd..y..magdylea? - Zrobiła tak bezradną minę, że o mało brakło, bym nie wybuchła śmiechem.
 - Nawet nie próbuj. - Mówię z humorem, na co ona przyznaje mi rację i odwraca się, by przedstawić się pozostałym. Jakoś nie ciągnie mnie, żeby zrobić to samo - zawsze miałam problemy z nawiązywaniem znajomości, bo rzadką szczerość, którą.. em.. nie wszyscy umieją docenić?
Postanawiam jednak dopasować się do reszty i dowiaduję się, że tamte dwie to Olivia i Lexy. Znam je tylko kilka minut, a już wiem, że nie będziemy przyjaciółkami. Ten wzrok pt: "Bożecotomabyćprzewyższamjąwkażdymcalu" daje mi do zrozumienia to, że nie nie zaufam im mimo jakichkolwiek intencji. Nie wolno mi ufać nikomu i to muszę zapamiętać. 
Bez słowa biorę się za czytanie regulaminu. Nie są mile widziane jakiekolwiek bliskie kontakty z członkami zespołu i współpracownikami. Ugh, jakież formalne. Nie dozwolone jest przerwanie trasy w trakcie jej trwania (w razie nagłych przypadków należy znaleźć zastępstwo). Boże, nie chcę myśleć jak rzuciłyby się na mnie te z castingu, gdybym chciała im odstąpić miejsce. Po szybkiej analizie, biorę długopis do ręki i pierwsza podpisuję umowę. Nie miałam się nad czym zastanawiać, nieważne jakie warunki to i tak cud, że tutaj w ogóle jestem i mam taką szansę wybicia się. 
 - Cudownie! - Krzyczy Veronica, gdy wszystkie 4 podpisy są już na kartce. - Macie jakieś pytania?
 - Tak, jedno mam. - odzywa się wysoka blondynka - Gdzie jest pierwszy koncert?
 - W Niemczech.

                                       . . .
Z dobrym nastrojem krążę po całym budynku, oglądając najmniejsze zakamarki. Jest napraawdę ogromny, a ja muszę zabić czas, zanim przyjadą po mnie Cory i Brandon. Ze słuchawkami w uszach, wchodzę do mini studia nagraniowego z wypoczynkiem  i  zauważam śpiącego w fotelu chłopaka z burzą loków na głowie. Rozpoznaję w nim Harry'ego (zdążyłam nauczyć się ich rozróżniać) i po cichu siadam obok niego na kanapie. Przyglądam się z uwagą jego twarzy, skanując każdy jej skrawek  - jest przystojny, ale czemu wokół niego tyle szumu? Oni wszyscy są niczemu sobie, a jednak o nim tak dużo gadania.
Kiedy chcę wstać i wyjść, mój telefon spada na ziemie i robi tym hałas podobny do ataku czołga.

 - What the fuck?! - chłopak zrywa się na nogi a ja podskakuję jak oparzona. Świetny początek znajomości.
 - Ja.. Ja przepraszam, nie wiedziałam.. ee.. Po prostu chciałam gdzieś poczekać.. tak jakby.. - Próbuję skleić jakoś zdanie, a para czujnych zielonych oczu wcale mi w tym nie pomaga.
 - Tak naprawdę, co tutaj robisz? - Pyta podejrzliwie.
 - Przecież powiedziałam.. - Odparłam, unosząc brew.
 - Okay, nie wiem, czy to znowu to śledzenie, czy coś, ale jeśli masz jakikolwiek interes w tym, to proszę - mów wprost. Chcę odpocząć. - Nie żebym się zasłuchała w dźwięk jego głosu, ale przez chwilę stoję i zwyczajnie się gapię. Przekrzywia twarz i przygląda mi się, a ja odwracam wzrok i dopiero wtedy dociera do mnie do on tak właściwie powiedział.
Śmieję się jak ostatnia kretynka, a on patrzy na mnie z tak głupią miną, że mam ochotę śmiać się jeszcze przez długą chwilę.
 - Uwierz mi.. - Mówię między próbami uspokojenia się. - Jestem ostatnią osobą, którą możesz nazwać swoją fanką.To znaczy.. psychofanką. Jestem jedną z tancerek i nie zamierzam cię zgwałcić, czy coś.
- Och.. - Wyrywa mu się. Jest nieco speszony. - Dobrze.. Tak.. Właściwie to cię pamiętam, po prostu.. Prawdopodobnie.. yy, jestem wyczulony na ciągłe..
- Próby zyskania korzyści?  - Wzruszam ramionami i kieruję się do drzwi. - Ja już dostałam to czego naprawdę pragnęłam. Nie potrzebuję twoich nagich zdjeć, albo śliny.
Uśmiecha się i w połączeniu z tymi dołeczkami, jest to tak szczery uśmiech, jaki można sobie wyobrazić. Czuję jak mój żołądek lekko się zaciska i to dla mnie alarm, żeby jak najszybciej się ulotnić.

Widzę, jak otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale nie dowiaduję się co, ponieważ pospiesznie mówię pożegnanie i gnam do windy. Uh, to było.. krępujące. Chyba zbyt dużo wydarzeń jak na 2 dni. Zdecydowaaanie, potrzebuję relaksu.
                                            
                                          . . .

Czekam na tych dwoje bałwanów, których tradycją jest spóźnianie się, kiedy podchodzi do mnie Liam. Tak, ten Liam.
- Cześć. - Mówi z jego tradycyjnym bananem na twarzy, a ja zwyczajnie nie mogę wydusić słowa. Ten uśmiech mnie powala, a do tego nie jestem przyzwyczajona do takiej 'normalnej' rozmowy z.. gwiazdą? - Madeline, tak?
 - Madi. - Uściślam, z trudem łapiąc powietrze. Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, a jego kąciki ust zaczęły momentalnie drżeć. Robię to samo i od razu płonę na twarzy jak jakaś pochodnia, przez moje ulubione, ale stare dresy i przetarte Nike.
- Madi. Będę pamiętał. Tak, więc z okazji rychłego wyjazdu w trasę i.. no wiesz, kontraktu postanowiliśmy to uczcić. Impreza dla wszystkich uczestniów, więc pomyślałem, że chciałabyś wpaść? No wiesz, jeśli chcesz, my nie przymuszamy... - Kolejny uśmiech, i cholera, on dobrze wie, że dzięki niemu nie będę w stanie odmówić.
na tej imprezie nakryje hazze z menagerka or smfing
Dodatki do rozdziału:
Danielle:

      












Harry:
  
                






           

Madeline:
         



Liam:






Ps. Z góry przepraszam za gify, bo wiem, że są z innych odstępów czasowych, ale po prostu one mi pasują. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza. :)x

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 1

Jestem tutaj. Jedno z moich 'niedoścignionych' marzeń właśnie zmierza ku spełnieniu. Z niedowierzaniem i bijącym coraz mocniej sercem, rozglądam się po ogromnym korytarzu, pełnym rozhisteryzowanych i podekscytowanych dziewczyn, czekających na swoją kolej. Tyle razy z nich kpiłam, a teraz jestem jedną z nich. Ale teraz to nie jest dla mnie ważne - cieszę się, dlatego iż moja ciężka praca wreszcie może zostać wynagrodzona. Godziny wyczerpujących ćwiczeń, oceany łez i masa rozczarowań - wszystko po to, by dostać szansę. I oto przed nią stoję.
Muszę wypaść idealnie. Po prostu muszę. Słyszę już kolejny dzisiaj krzyk, a zaraz potem pojedyncze piski, wyrażające emocje. Okej, wszystkie jesteśmy zestresowane, ale większość nie próbuję ogłuszyć przeciwniczek swoim wyciem. Nieważne.
Dam radę, dam radę, dam radę, tyle starań i prób da mi szansę, jestem dobra.. Och, pieprzenie, jestem jedną z milionów. Nie mogę zostać zauważona.
 Kurwa. Czy ja właśnie, tradycyjnie, zaserwowałam sobie mały demotywator? Z mojej niedalekiej paniki wyrwał mnie głos wypowiadający moje nazwisko. O. Mój.Boże. Wchodzę.
Biorę kilka głębokich wdechów i wchodzę do środka pokoju castingowego. Wymuszam jakoś uśmiech i podchodzę do stolika jurorów - pięciu całkiem niezłych dupe.. eghm..  zawzięcie coś notuje, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Pamiętam ich z bilbordów i masy sklepów oblepionych ich podobiznami. One Direction. Dobrze wiedziałam, że to oni robią casting, ale nadal nie dociera do mnie, że stoję z nimi twarzą w twarz.
Odchrząknęłam znacząco, sprowadzając tym samym na siebie 5 par oczu.
- Jestem Madeline, ale wolę kiedy zwraca się do mnie Madi. Mam 17 lat i... - W tym momencie do pomieszczenia wkroczyło dwoje bardzo elegancko ubranych ludzi, wyglądają mi na menadżerów, ale mniejsza z tym. Całkiem mnie to rozprasza.
- Więc.. - zaczął brunet, o miłym uśmiechu. - Madi. Miło nam cię poznać. - uśmiechnął się szerzej, a w jego ślady poszli pozostali, z wyjątkiem kolesia z szopą na głowie. A tak, Styles, ten od stosunków damsko-męskich, jeśli dobrze usłyszałam w poczekalni. Wygląda na nieźle znudzonego. - Nie stresuj się niczym i po prostu pokaż nam, że jesteś warta pracy z nami, okey? Zachęć nas.

- Spróbuję. - wychrypiam i próbuję wymyślić coś wyjątkowego, co mogłabym powiedzieć, bo na razie o to mu chodzi. Ale co takiego mogę wymyślić? Jakieś bezsensowne deklaracje i przechwałki, których nie znoszę. To nie dla mnie. - Wiecie co? Chyba po prostu zatańczę. Tylko i wyłącznie tym pokażę na co naprawdę mnie stać, to się w końcu liczy, a opowiadanie o sobie specjalnie mi nie wychodzi.  - mówię przepraszająco, ale dosadnie i zobaczyłam jak chyba Liam (?) kiwa głową z koncentracją i lekkim uśmiechem, a blondyn i mulat wymieniają zaskoczone spojrzenia.
Odwracam się od nich tyłem zamykam oczy i czekam, aż zacznie się muzyka. Możesz to zrobić, stara. Duży łyk powietrza i zaczynają się pierwsze rytmy. Uśmiecham się i wykonuję kilka rytmicznych ruchów ręką. Odwracam się do nich twarzą i zaczynam wykonywać moją choreografię. Na razie idzie mi całkiem nieźle, zrobiłam poprawnie większość piruetów i skoków.  Próbuję włożyć w to więcej serca, ale jestem tak stremowana, że nie bardzo wiem co się wokół mnie dzieje. Obrałam taktykę kontaktu wzrokowego z widzem, co teraz okazuje się cholernie trudne. W końcu udało mi się złapać kontakt z zielonookim. Jego intensywne i dziwne spojrzenie na chwilę wytrąciło mnie z transu choreografii i.. Nagle, w  jakiś cholernie pokręcony sposób moje nogi się ze sobą splatają i z impetem upadam na twardą posadzkę. O nie. Łzy już same zaczynają cisnąć mi się do oczu, bo dobrze wiem, że na tym etapie tak banalny błąd jest niedopuszczalny. Nie mam ochoty wstawać, ledwo co słyszę głosy wokół mnie.
Wierzę w Ciebie, Madusiu.
- jakby z głębi mojej głowy, dochodzi mnie głos mamy. Znów się uśmiecham, przypominając sobie sposób w jaki zawsze do mnie mówiła.
Biorę głęboki oddech i zaczynam się podnosić. Próbuję wyobrazić sobie, że tańczę tylko i wyłącznie dla jednej osoby. Wszyscy dokoła zniknęli i przed oczami mam tylko ją. To dla Ciebie, mamo.
Zaczęłam całkiem inną choreografię, niż miałam w planach i poszłam na totalny spontan. Wszystkie ruchy, gesty, figury płynęły prosto z mojego serca.  Cała pasja jaką darzę taniec, miłość i tęsknota, którą mam w sercu, strach, gorycz.. Wszystko to emanowało ze mnie, kierując samo moje ciało. Unoszę się. Wykonuję jeden z moich popisowych piruetów i zdyszana kłaniam się jury na koniec występu.  W końcu pokazałam, jak wielką pasją darzę to co robię. Nie spodziewałam się dobrych opinii, słyszałam dużo o poziomie tych przesłuchań - wymagana jest niemal perfekcja, a mi do niej napraaaaaaaaawdę daleko. Podziękowałam i zostawiłam lekko oniemiałych jurorów samych.

4 godziny później...

Gniotę się na niewygodnych krzesłach w sali dla oczekujących, jestem wyczerpana fizycznie i psychicznie, a tym samym potrzebuję snu. Marzę o ciepłym łóżku i podusi, czekających na mnie w domu. Nic więcej mi teraz nie trzeba. Nagle słyszę krzyk i przeraźliwe piski, a po chwili do pomieszczenia wchodzi 7 postaci, każdy z mikrofonem w ręku. Stają na podwyższeniu, a mi mimowolnie zaczyna walić serce. Chłopcy witają się z chmarą, a ja przewracam oczami słysząc te piski, no przepraszam kuurwa bardzo, ale ludzie nie mają czasu na niepotrzebne ekscytacje. Tu człowiek schodzi zawał z całkiem innego powodu.
- Pewnie nas już znacie - zaśmiał się ten miły brunet. - Ale taka tradycja, więc.. Jestem Liam.
- Jestem Niall. - blondynek. - Harry. - Szopowatego imię na pewno mi utkwi. - Jestem Zayn. - woah, niezły. - A ja.. - Wszyscy jakby wyczekiwali co powie ostatni z nich. - Okej, dziś bez takich, jestem Louis.
Cichy jęk zawodu powleka się po sali. Wtf?  Mniejsza z tym. Głos po nich zabiera wysoki mężczyzna, o jasnej cerze i ostrych rysach twarzy. Przedstawia wszystkie szczegóły castingu jeszcze raz, dziękuje za przybycie i oczywiście zapewnia, że wszystkie jesteśmy wygranymi. HAHA, bullshit. Żołądek zawiązuje mi się w pętel, kiedy słucham jak wyczytuje już trzecią dziewczynę, którą nie jestem ja. No tak. I czemu w ogóle jestem rozczarowana? Posyłam przegrane spojrzenie (chyba) Louis'owi, a on koncentruje wzrok na mnie, i  ma minę jakby sobie coś przypomniał. Następnie ciągnie za ramię loczkowatego i mówi mu coś na ucho, na co ten przenosi na mnie mało zainteresowany wzrok, ale potem jakby przypomniał sobie kim jestem. Robię się czerwona i jak najszybciej odwracam wzrok. Wstaję, by skierować się do wyjścia, kiedy znowu rozbrzmiewa głos Louis'a.
 - Wszystkie byłyście wspaniałe, naprawdę! - usłyszałam głos Lou. -  Wybraliśmy naszą trójeczkę, ale mam.. to znaczy mamy przeczucie, że nasza grupa nie będzie kompletna bez jednej wyjątkowej dziewczyny, która nie tylko pokazała, iż kocha to co robi, ale także to, że można podnieść się z każdego upadku. - CO? Niemo.. - Cóż, my, maniacy różnorodności bylibyśmy niepocieszeni, gdybyśmy przepuścili szanse pracowania z wulkanem emocji, charyzmy i odwagi. Myślę, że potrzebujemy u nas panny Madeline Hudson.
Zaparło mi dech w piersiach... To się nie dzieje. Nie. O Boże, niech ktoś mnie podtrzyma. Całe One Direction i stado zazdrosnych dziewczyn wpatruje się we mnie wyczekująco, a ja potrafię tylko oniemiało stać i poruszać gwałtownie powiekami. Niezauważalnie szczypię się mocno w dłoń i powoli do mnie dociera. Udało się. NAPRAWDĘ SIĘ UDAŁO! Słodki Boże, jak ja dojdę do sceny na tych nogach z galaretki? Ruszam do przodu, trzęsąc się z emocji i gdy jestem pod sceną, nie czekając dłużej podbiegam do chłopaka, którego słowa uczyniły mnie najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Rzucam się mu na szyję i dosłownie śmieje się przez łzy, kiedy mu dziękuję.
 - Rany, dziewczyno, Ty chyba naprawdę się tego nie spodziewałaś. - Stwierdził z rozbawieniem mulat wyciągając ręce do przytulenia.
 - Ani przez chwilę. - śmieję się, a reszta zespołu mi wtóruję.

Jakiś czas później...

Stoję na balkonie hotelowym i mam kompletny mętlik w głowie. Wszystkie myśli, mieszają się z ekscytacją i niepohamowanym szczęściem. Jak to możliwe? W końcu zacznę spełniać marzenia? I to wszystko w jeden dzień... Dzień, który może na dobre zmienić bieg mojego życia.
 Dostałam szanse i wiem, że nie mogę jej zmarnować. Wiem, że mam osobę, która  nade mną czuwa i to dla niej to wszystko. Patrzę w niebo i uśmiecham się lekko.
 - Będziesz ze mnie dumna, mamo.


__________________nie bo jesszcze pomysliksz ze cie lubie i co__________________________

Wreszcie udało mi się zaakceptować ten pierwszy rozdział!




Chciałam was jakoś przedsmaczyć jakimś epizodem z Hazzą, ale pomyślałam, że co za dużo to nie zdrowo, więc myślę, że tyle wystarczy. Wiem, że mogą pojawić się jakieś błędy, ponieważ zmieniałam pod sam koniec styl pisania.
Mam nadzieję, że będziecie mnie motywować do dalszego pisania, przede wszystkim przez czytanie i komentowanie! ;)
Jeden kom = mój uśmiech i kilka procent więcej weny
Piszcie swoje uwagi, pytania, krytykę... Cokolwiek, wszystko będę starać się rozważyć.

Ogólnie mam bardzo dużo pomysłów co do dalszych rozdziałów, wszystko mi się miesza naraz więc nie zadźgajcie mnie, kiedy to co napiszę będzie trochę chaotyczne :D
 

Do następnego!

środa, 18 czerwca 2014

Wprowadzenie

Magda nigdy nie była tą z tych 'ślicznych i ułożonych'. W dzieciństwie zawsze wolała grać w piłkę na boisku, niż bawić się w Barbie z innymi dziewczynkami, dlatego już od wtedy miała lepszy kontakt z chłopcami. Wolała ubrać dresy, niż obcisłe rurki, co nie odbierało jej pełnej kobiecości. Od zawsze miała zamiłowanie do tańca, a zaraził ją jej ojciec, który gdy miała 6 lat odszedł bez słowa wyjaśnienia. Dla niej już nie istniał.
A potem stało się to. Po śmierci jej mamy, mając 18 lat,  postanowiła wyjechać i spełniać marzenia, co też było ostatnią wolą jej ukochanej rodzicielki.

"Wszystko, czego bym chciała to zobaczyć Cię szczęśliwą. Chcę żebyś spełniała marzenia, Maduniu."
Mimo traumatycznych chwil przyrzekła sobie, że jej nie zawiedzie. Jej pasją jest taniec, a dzięki skrzydłom jakie daje jej mama, ma szanse unieść się w swoich snach. Ale czy da radę przetrwać w świecie manipulacji i osób, tylko czekających na potknięcie? W świecie kłamstw i intryg? W świecie, który mimo wszystko ma swoje słodkości i wciąga?
Na swojej drodze spotka ludzi, którym nie będzie w stanie zaufać.
Jest też piątka totalnych idiotów, która przyciąga ją od każdej strony. Tak bardzo jak nie chce, tak bardzo los cały czas splata ich relacje razem i po czasie robią się one tak zawiłe, iż sama się w nich gubi.

Radzi sobie, ale jest jeszcze ktoś, kto nie daje jej spokoju.


Od kiedy natknęła się na niego przypadkiem, czasem nawiedzało ją spojrzenie tych zielonych tęczówek. Dzieje się jeszcze gorzej, kiedy przypadkowo poznaje jego sekret.

Od tamtego dnia, wszystko wydaje jej się dziwne. Inne. Harry Styles knuje intrygę, w której ograniczy możliwość wyjawienia jego sekretu. Ona, nieudolnie próbując się od tego odciąć, dowiaduje się kolejnych rzeczy i w końcu wie, że w show-biznesie i życiu nic nie jest takim, jakim się wydaje...


____________________________________________


ZAPRASZAM WSZYSTKICH SERRRDECZNIE DO CZYTANIA TEGO OTO OPOWIADANIA.

Jestem naprawdę kiepska w pisaniu prologów i tego typu rzeczy, więc przepraszam na wstępie.
Mam nadzieję, że chociaż ciut Was zaciekawiłam i zajrzycie tutaj czasem. Włożyłam w to wszystko masę czasu i pracy, więc wszystkie opinie i komentarze będą jak należyta 'zapłata'.

Poza tym, jeśli są komentarze, to chcę się pisać, więc.. To tylko chwila dla Ciebie, dla mnie znaczy wiele.

Zajrzyjcie też na zakładkę 'Bohaterowie', gdzie znajdziecie większość osób z opowiadania.

Ps. Wybrałam Shailene na główną bohaterkę, bo jest śliczna, a do tego taka.. Naturalna. Prosta. Wiecie o co mi chodzi. Nie chciałam znowu wybierać jakiejś megasuperślicznejmodelki, bo to po prostu nie pasuje do postaci.

Ciao! x