Wzdycham i wracam do rzeczywistości, bo zaczyna się kolejna tura instrukcji i zasad.
- A więc słuchajcie, kochaniutkie. - Veronica jest miłą kobietą, ale dosłownie nadużywa tego słowa. - Mamy jeszcze kilka najważniejszych rzeczy, więc błagam skupcie się. Jak już wiecie, zaczynamy kolejną część trasy i jest ona najdłuższa i pewnie też najbardziej męcząca. Składa się na nią 10 państw + ostatni koncert w Anglii, w Londynie. W poszczególnych państwach odbędzie się od 1-3 koncertów w różnych miastach. Choreografie będą do prawie każdych utworów, a do których i czy będą się często powtarzać dowiemy się już w trasie. Gdy już tam będziecie, według umowy macie obowiązek stosować się do regulaminu. - Przerwała, rozdając nam kartki. - Zapoznajcie się z nim, potem będziecie mogły zabrać go ze sobą. Co najważniejsze - musicie być tip top. Zostałyście wybrane spośród naprawdę grona niesamowitych tancerek i mamy nadzieję, że dacie z siebie najwięcej. Nie ukrywam, że jest to naprawdę ciężka praca i nie raz pewnie będziecie chciały zrezygnować, dlatego musicie wiedzieć, na co się piszecie. Bardzo, bardzo ważna jest współpraca, nie tylko między wami, ale i chłopcami. Tych pięciu przystojniaków wybrało was na zasadzie kontrastu, bo zobaczcie; nie jesteście do siebie w niczym podobne. Wykorzystajcie to i pokażcie siebie, spróbujcie nie dać się stłamsić, co często niestety się dzieje. Niestety, jedziecie tam na drugim albo nawet trzecim planie, ale nikt wam nie zabroni się dobrze bawić! - Uśmiecha się szeroko, na co nie mogę inaczej i odpowiadam jej tym samym.
- Może pomożesz się nam tam jakoś rozluźnić, bo jak na razie mamy niezłego pietra. - Powiedziała ze śmiechem brązowooka dziewczyna z burzą długich, kręconych włosów na głowie. Chyba jako pierwsza odezwała się odkąd siedzimy tu 2 godziny.
- Mów za siebie. Niektórzy nie mają się CZYM stresować. - odzywa się jadowicie czarnoskóra piękność. Oh, będziemy mieć niezłe żmije do towarzystwa. Danielle nie zdąża nawet zareagować, kiedy odzywa się nasza 'kochaniutka'.
- Ależ kochaniutka, ja nie jadę w trasę! - Rozluźnia napięcie Vic. - Jadą z wami ci bardziej..yy.. ponu..profesjonalni. No wiecie, będziecie mieć niestety nadzór. - Wzrusza ramionami.
Dziewczyna odpowiada jej lekko zdezorientowanym spojrzeniem, ale zaraz przenosi je na mnie i uśmiecha się lekko.
- Spędzimy ze sobą sporo czasu, więc jestem Danielle. - Wyciąga do mnie rękę, a ja ją ściskam.
- Madeline.- Mruknęłam.
- Wow, oryginalne imię.
- Tsa, tak naprawdę to tak jakby odpowiednik mojego polskiego imienia, Magdalena.
- Magd..y..magdylea? - Zrobiła tak bezradną minę, że o mało brakło, bym nie wybuchła śmiechem.
- Nawet nie próbuj. - Mówię z humorem, na co ona przyznaje mi rację i odwraca się, by przedstawić się pozostałym. Jakoś nie ciągnie mnie, żeby zrobić to samo - zawsze miałam problemy z nawiązywaniem znajomości, bo rzadką szczerość, którą.. em.. nie wszyscy umieją docenić?
Postanawiam jednak dopasować się do reszty i dowiaduję się, że tamte dwie to Olivia i Lexy. Znam je tylko kilka minut, a już wiem, że nie będziemy przyjaciółkami. Ten wzrok pt: "Bożecotomabyćprzewyższamjąwkażdymcalu" daje mi do zrozumienia to, że nie nie zaufam im mimo jakichkolwiek intencji. Nie wolno mi ufać nikomu i to muszę zapamiętać.
Bez słowa biorę się za czytanie regulaminu. Nie są mile widziane jakiekolwiek bliskie kontakty z członkami zespołu i współpracownikami. Ugh, jakież formalne. Nie dozwolone jest przerwanie trasy w trakcie jej trwania (w razie nagłych przypadków należy znaleźć zastępstwo). Boże, nie chcę myśleć jak rzuciłyby się na mnie te z castingu, gdybym chciała im odstąpić miejsce. Po szybkiej analizie, biorę długopis do ręki i pierwsza podpisuję umowę. Nie miałam się nad czym zastanawiać, nieważne jakie warunki to i tak cud, że tutaj w ogóle jestem i mam taką szansę wybicia się.
- Cudownie! - Krzyczy Veronica, gdy wszystkie 4 podpisy są już na kartce. - Macie jakieś pytania?
- Tak, jedno mam. - odzywa się wysoka blondynka - Gdzie jest pierwszy koncert?
- W Niemczech.
. . .
Z dobrym nastrojem krążę po całym budynku, oglądając najmniejsze zakamarki. Jest napraawdę ogromny, a ja muszę zabić czas, zanim przyjadą po mnie Cory i Brandon. Ze słuchawkami w uszach, wchodzę do mini studia nagraniowego z wypoczynkiem i zauważam śpiącego w fotelu chłopaka z burzą loków na głowie. Rozpoznaję w nim Harry'ego (zdążyłam nauczyć się ich rozróżniać) i po cichu siadam obok niego na kanapie. Przyglądam się z uwagą jego twarzy, skanując każdy jej skrawek - jest przystojny, ale czemu wokół niego tyle szumu? Oni wszyscy są niczemu sobie, a jednak o nim tak dużo gadania.
Kiedy chcę wstać i wyjść, mój telefon spada na ziemie i robi tym hałas podobny do ataku czołga.
- What the fuck?! - chłopak zrywa się na nogi a ja podskakuję jak oparzona. Świetny początek znajomości.
- Ja.. Ja przepraszam, nie wiedziałam.. ee.. Po prostu chciałam gdzieś poczekać.. tak jakby.. - Próbuję skleić jakoś zdanie, a para czujnych zielonych oczu wcale mi w tym nie pomaga.
- Tak naprawdę, co tutaj robisz? - Pyta podejrzliwie.
- Przecież powiedziałam.. - Odparłam, unosząc brew.
- Okay, nie wiem, czy to znowu to śledzenie, czy coś, ale jeśli masz jakikolwiek interes w tym, to proszę - mów wprost. Chcę odpocząć. - Nie żebym się zasłuchała w dźwięk jego głosu, ale przez chwilę stoję i zwyczajnie się gapię. Przekrzywia twarz i przygląda mi się, a ja odwracam wzrok i dopiero wtedy dociera do mnie do on tak właściwie powiedział.
Śmieję się jak ostatnia kretynka, a on patrzy na mnie z tak głupią miną, że mam ochotę śmiać się jeszcze przez długą chwilę.
- Uwierz mi.. - Mówię między próbami uspokojenia się. - Jestem ostatnią osobą, którą możesz nazwać swoją fanką.To znaczy.. psychofanką. Jestem jedną z tancerek i nie zamierzam cię zgwałcić, czy coś.
- Och.. - Wyrywa mu się. Jest nieco speszony. - Dobrze.. Tak.. Właściwie to cię pamiętam, po prostu.. Prawdopodobnie.. yy, jestem wyczulony na ciągłe..
- Próby zyskania korzyści? - Wzruszam ramionami i kieruję się do drzwi. - Ja już dostałam to czego naprawdę pragnęłam. Nie potrzebuję twoich nagich zdjeć, albo śliny.
Uśmiecha się i w połączeniu z tymi dołeczkami, jest to tak szczery uśmiech, jaki można sobie wyobrazić. Czuję jak mój żołądek lekko się zaciska i to dla mnie alarm, żeby jak najszybciej się ulotnić.
Widzę, jak otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale nie dowiaduję się co, ponieważ pospiesznie mówię pożegnanie i gnam do windy. Uh, to było.. krępujące. Chyba zbyt dużo wydarzeń jak na 2 dni. Zdecydowaaanie, potrzebuję relaksu.
. . .
Czekam na tych dwoje bałwanów, których tradycją jest spóźnianie się, kiedy podchodzi do mnie Liam. Tak, ten Liam.
- Cześć. - Mówi z jego tradycyjnym bananem na twarzy, a ja zwyczajnie nie mogę wydusić słowa. Ten uśmiech mnie powala, a do tego nie jestem przyzwyczajona do takiej 'normalnej' rozmowy z.. gwiazdą? - Madeline, tak?
- Madi. - Uściślam, z trudem łapiąc powietrze. Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, a jego kąciki ust zaczęły momentalnie drżeć. Robię to samo i od razu płonę na twarzy jak jakaś pochodnia, przez moje ulubione, ale stare dresy i przetarte Nike.
- Madi. Będę pamiętał. Tak, więc z okazji rychłego wyjazdu w trasę i.. no wiesz, kontraktu postanowiliśmy to uczcić. Impreza dla wszystkich uczestniów, więc pomyślałem, że chciałabyś wpaść? No wiesz, jeśli chcesz, my nie przymuszamy... - Kolejny uśmiech, i cholera, on dobrze wie, że dzięki niemu nie będę w stanie odmówić.
na tej imprezie nakryje hazze z menagerka or smfing
Dodatki do rozdziału: Danielle:


Harry:
Madeline:


Liam:


Ps. Z góry przepraszam za gify, bo wiem, że są z innych odstępów czasowych, ale po prostu one mi pasują. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza. :)x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz